Kluby sportowe to instytucje funkcjonujące przede wszystkim w rzeczywistości mediów i komunikatu, w ramach których sport, nie wspominając już o takim jego małym wycinku jak zawody mistrzowskie, stanowi ledwie element codzienności. Często jednak organizacja priorytetów w danych jednostkach wydaje się kompletnie tego faktu nie uwzględniać.

Dziś nie ma już chyba klubu, który nie posiadałby działu Public Relations, nie zatrudniałby osoby zajmującej się marketingiem oraz rzecznika prasowego. Jednak na uruchomieniu takich podzespołów w ramach dużego organizmu często się kończy i dalej funkcjonują już one niezależnie. Łatwo sobie wyobrazić, co by się stało z naszym ciałem, gdyby serce, wątroba i nerki pracowały w odizolowaniu, nie współdziałając ze sobą. Nie możemy więc się dziwić, że kluby grzeszące komunikacyjną nonszalancją stąpają po kruchym lodzie. Stąpają i o tym stąpaniu nic nie wiedzę, ponieważ nie potrafią tego sobie wewnętrznie skomunikować i przepracować.

GRZECH PIERWSZY – RZECZNIK JEST OD ZAPRZECZANIA

Maria Ossowska opublikowała w latach 70. ubiegłego wieku wybitny esej Etos rycerski i jego odmiany, w którym gruntownie przedstawiła koncepcję kultury rycerskiej. Obowiązkiem rycerza było wychodzenie naprzeciw problemom i podejmowanie wyzwań. Rola rzecznika prasowego jest zazwyczaj kompletnym zaprzeczeniem tego etosu, bo – choć nadal, niczym rycerza, stawia się go w pozycji konfrontacyjnej – zamiast pozostawać mieczem, jest wyłącznie tarczą odbijającą uderzenia.

Zacznijmy od tej konfrontacyjności budowanej wokół osi my -  oni. My, czyli klub, i oni, czyli wszyscy z zewnątrz, a zwłaszcza dziennikarze. Zamiast tworzyć połączenia wokół pozytywnych wspólnych wartości, budowane są opozycje, które w kryzysowych momentach utrudniają działanie. Oczywiście, interesy klubu i mediów są przeważnie sprzeczne. Jeśli jednak do tego dołożymy jeszcze apriorycznie zajmowane wrogie stanowiska w okopanych pozycjach, możemy być pewni, że w trudnej chwili dziennikarze nie będą mieli powodów do wyrozumiałości.

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM lub PREMIUM+.

PRZEJDŹ DO PEŁNEJ WERSJI ARTYKUŁU

 Strona 0

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

W 2011 roku w czasopiśmie „Journal of Applied Physiology” ukazał się artykuł autorstwa Joynera i wsp., poświęcony rozważaniom nad możliwością „złamania” bariery 2 godzin w biegu maratońskim.

Stypendium sportowe to jedna z niewielu dróg umożliwiających polskim sportowcom wyjazd na studia do USA. Celem tego artykułu jest przybliżenie procesu ubiegania się o taki grant. Na początku warto zaznaczyć, że proces ten jest dość monotonny, a formalizacja wszystkich wymaganych dokumentów – czasochłonna.