Praktycznie w wypadku wszystkich dyscyplin sportowych mniej lub bardziej regularnie rozgrywa się zawody poza własnymi obiektami. Czas spędzony w drodze na mecz czy turniej ma kluczowe znaczenie dla późniejszego występu. Dlatego tak ważne jest, aby zminimalizować czynniki pogłębiające zmęczenie, a zmaksymalizować potencjalne korzyści.

Wszyscy gotowi? No to w drogę! Pytanie brzmi jednak: kiedy? Zasadniczo każdy wyjazd na zawody zdeterminowany jest przez kilka różnych czynników. Pierwszym są, oczywiście, możliwości finansowe klubu. Jeśli budżet na funkcjonowanie zespołu nie spędza snu z powiek członkom zarządu i zawiera pewne rezerwy, można rozważać podróż z wyprzedzeniem przed zawodami. Wiąże się to, oczywiście, również z koniecznością zapewnienia drużynie odpowiedniego noclegu w pobliżu miejsca rozgrywania zawodów. Natomiast im mniej pieniędzy jest w klubowej kasie, tym większa jest pokusa, aby podróżować w dniu meczu. Zwłaszcza jeśli dystans do pokonania jest stosunkowo niewielki.

Z jednej strony mamy więc czynnik pragmatyczny, warunkowany możliwościami finansowymi. Z drugiej strony należy uwzględnić przygotowanie sportowe. Im większy nacisk na redukcję kosztów związanych z podróżą na zawody, a jej termin bliższy samego meczu, tym większe jest zagrożenie, że regeneracja po przeprawie będzie niewystarczająca. Każdy z nas doświadczał zmęczenia wywołanego długą podróżą, zwłaszcza po pozostawaniu w bezruchu przez wiele godzin. Największe zagrożenie dotyczy układu krwionośnego i nerwowego. Długie przebywanie w pozycji siedzącej sprzyja zakłóceniom w przepływie krwi przez nasze ciało. Nasz organizm stworzony jest do poruszania się w pozycji dwunożnej (lub na czterech kończynach, ale akurat tych czasów historia sportu już nie sięga), co wiąże się z tym, że wykonywanie kolejnych kroków dodatkowo sprzyja przepompowywaniu krwi z nóg. Pozycja siedząca jest pod tym względem niekorzystna jako nienaturalna i wywołująca dodatkowy ucisk na żyły w tylnej części nóg. Krew pozostająca w kończynach dolnych wykazuje znacznie większą tendencję do zakrzepnięcia, co w dłuższym okresie może się wiązać z poważnymi chorobami, takimi jak zakrzepica żył głębokich.

Proste rozwiązanie skomplikowanego problemu

Po długiej podróży nasze nogi są często spuchnięte, co jest pierwszym, bardzo ważnym sygnałem, że komfort w środku transportu był dla naszego organizmu niewystarczający. Doświadczają tego turyści, którzy po dojeździe na wymarzone wakacje nad morzem mają problemy, aby pokonać drogę z samochodu do recepcji. W jeszcze większym stopniu zagrożeni są sportowcy, którzy będą musieli nie tylko przekroczyć próg hotelu, a potem najbliższej restauracji, lecz także wziąć udział w zawodach sportowych. Dlatego tak ważne jest, jaką zastosujemy profilaktykę. Odpowiednie działania muszą być podejmowane już przed podróżą i w jej trakcie, a nie po przejechaniu trasy i zdiagnozowaniu problemu. Najlepszym rozwiązaniem jest zaplanowanie większej liczby krótkich postojów, podczas których wyjście z autokaru i krótki spacer nie mają charakteru opcjonalnego, a są wymogiem. Wyganiamy więc całą drużynę – mimo narzekania i ziewania – samemu dając dobry przykład i maszerując wraz z zawodnikami. Takie zachowanie należy wytłumaczyć podopiecznym, aby nie odbierali zwielokrotnionych postojów jako fanaberii sztabu szkoleniowego czy zachcianek kierowcy, a jako czynnik mający wesprzeć ich przygotowanie do zawodów.

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM lub PREMIUM+.

PRZEJDŹ DO PEŁNEJ WERSJI ARTYKUŁU

 Strona 0

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

Celem badań hiszpańskich naukowców było porównanie efektywności dwóch odmiennych modeli periodyzacji treningu – tradycyjnego (traditional periodization – TP) i blokowego (block periodization – BP) w zakresie zmian wydolności fizycznej i sprawności specjalnej kajakarzy klasycznych wysokiej klasy – członków kadry narodowej Hiszpanii.

Z inicjatywy Jima Thompsona, trenera baseballowej drużyny swego syna, powstała organizacja, której naczelną zasadą stała się nauka kultury sportu.