Trening funkcjonalny nie zastąpi innych form treningu. Nie zapewni również rozwiązania problemów, których nikomu wcześniej nie udało się zniwelować. Dlaczego więc warto przyjrzeć się tej koncepcji? Ponieważ zmienia ona perspektywę celów i form treningowych, wprowadzając nową dominantę – funkcjonalność.

Teoretycy treningu zaraz podniosą głos: przecież od dawna obowiązujący podział wskazuje, że wyróżnia się okresy ogólne, ukierunkowane i specjalistyczne. Te ostatnie podporządkowane są kształtowaniu zachowania specyficznego dla danej dyscypliny w warunkach jej rozgrywania (a więc np. siatkarze ćwiczą serwis na hali z zawieszoną siatką, a nie w parku przy wiejącym wietrze). Jednak funkcjonalność w omawianym ujęciu ma inne znaczenie – choć odwołuje się do właściwości i wymagań konkretnego sportu, nie ma charakteru treningu specjalistycznego w klasycznym tego słowa znaczeniu. Funkcjonalnie traktowany jest w tym przypadku określony mechanizm ruchowy, ale wyjmuje się go z kontekstu i warunków rywalizacji sportowej, aby w komfortowym otoczeniu móc go optymalizować. Chodzi zatem o technikę ruchu, a nie o technikę specjalistyczną (uderzenia piłki rakietą czy kopnięcia jej nogą).

Źródłem metody treningu funkcjonalnego jest praktyka rehabilitacyjna, a nie trening stricte sportowy. Takie pochodzenie przesądziło o tym, że – podczas gdy punktem wyjścia dla typowego treningu jest pośrednie lub bezpośrednie przygotowanie do osiągania jak najlepszych wyników – trening funkcjonalny stara się zdefiniować charakterystyczne dla danej dyscypliny wzorce ruchowe i zoptymalizować działanie aparatu ruchowego w tych zakresach. Stosując omawianą metodę, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: czy dany ruch można sfunkcjonalizować w postaci zachowania występującego następnie w rywalizacji sportowej? Jeśli nie, nie będzie on przedmiotem dalszej pracy w ramach treningu funkcjonalnego. Dotyczy to zarówno sportu, jak i… codziennych obowiązków. Rehabilitacyjne podłoże filozofii tego podejścia sprzyja szukaniu form ruchowych powtarzających się w prozaicznych sytuacjach, aby w trakcie treningu odtworzyć je i doskonalić, zamiast zajmować się izolowanymi ruchami w ramach ćwiczeń wybranych partii mięśniowych. Odwrotnie niż w przypadku treningu siłowego, tu zakres ruchu jest zawsze pełny i obejmuje możliwie wiele (uzasadnionych) grup mięśni.

Opisana powyżej reguła stanowi zasadę wielostawowości ćwiczeń treningu funkcjonalnego. Jednocześnie, mając na względzie aktywizację licznych partii mięśniowych i unikanie izolowania ruchu lub jego dzielenia, trzeba pamiętać, że większość urządzeń stanowiących podstawowe wyposażenie siłowni będzie w tym przypadku bezużyteczna. Trudno będzie tu uzyskać przyrost masy mięśniowej, ale za to wzrośnie siła ruchów złożonych i poprawi się wydolność. Podstawową zaletą jest tu zmniejszenie zużycia stawów, a zwiększenie ruchomości w ich zakresach. Takie holistyczne (a więc akcentujące całościowość i współwystępowanie ruchów) podejście sprzyja przygotowaniu do rzeczywistych warunków uprawiania sportu.

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM lub PREMIUM+.

PRZEJDŹ DO PEŁNEJ WERSJI ARTYKUŁU

 Strona 0

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

Nie ma innego elementu w planie treningowym, który traktowany byłby powszechnie z podobną nonszalancją. Rozgrzewka? Jest, bo jest, bo być musi – i tyle. Tak najczęściej można zdefiniować nasze podejście. To błąd, który leży u podstaw jeszcze większych błędów.

Stare greckie przysłowie mówi: „ zwykle rozum przydaje się bardziej niż ślepa siła”. Uwielbiam sięgać do korzeni antycznych, w których kult ciała i ducha współgrał ze sobą i był podkreślany w szczególny sposób. Chciałbym, aby budowanie siły szło w parze z późniejszym wykorzystaniem jej dzięki rozumowi w różnych dyscyplinach sportowych.