Finały mistrzostw świata w 2014 roku przypominały podróż w czasie. Na pierwszy rzut oka trudno jednak było jednoznacznie ustalić zwrot wektora: czy to w przyszłość, czy może w przeszłość? Oto na naszych oczach historia albo postanowiła zawrócić i zrobić rundę honorową, albo napisać się na nowo. A dokąd tak naokoło zmierzamy? Do ustawień rozpoczynających się od jeden – trzy – itd. według trenerów finalistów.

Czytelnikowi od razu należy się wyjaśnienie metodologiczne. Gdy piszę o systemach trójkowych, odnosi się to do zespołów zbudowanych wokół trzonu trzech obrońców, co nie oznacza, że drużyny te przez cały czas funkcjonują wyłącznie w obrębie trzyosobowego bloku. O ile w fazie ofensywnej ma to jak najbardziej zastosowanie, kiedy ataki asekuruje się trzema zawodnikami, o tyle praktycznie bez wyjątku w fazie bez posiadania zespoły zorganizowane wokół tej koncepcji przechodzą na bloki pięciu zawodników zabezpieczających obszar przed własną bramką. Uwaga ta – choć z pozoru oczywista – wydaje się nieodzowna w czasach, gdy komentatorzy telewizyjni wciąż zasypują nas informacjami o tym, że dany zespół wystąpi w takim czy innym ustawieniu. Tak, jakby drużyna piłkarska była wyrzeźbionym z drewna klockiem, którego kształt pozostaje niezmienny. Dla osób zajmujących się piłką nożną oczywiste jest, że każda drużyna w ciągu dziewięćdziesięciu minut wielokrotnie zmienia ustawienie w zależności od tego, kto posiada piłkę i w której strefie boiska się ona znajduje, czy jaki jest aktualnie wynik.

Postawione już w tytule tekstu pytanie sugeruje, że mamy do czynienia z pewnym dysonansem poznawczym. Oto organizacja drużyny w bloki trzech (pięciu) obrońców nawet niedzielnemu kibicowi nie wydają się niczym nowym. I słusznie, ponieważ zalążków systemu opisywanego jako 1-3-5-2 należy poszukiwać już w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Jak przystało na pomysł zawłaszczony przez kulturę (przynajmniej tę futbolową), jednoznaczne ustalenie ojcostwa jest zaproszeniem do udziału w nigdy niekończącym się sporze. Jednak wśród akuszerów tej koncepcji nie sposób nie wymienić Carlosa Bilardo, który w czasie swojej ośmioletniej pracy na stanowisku selekcjonera reprezentacji Argentyny śmiało i wbrew niemal wszystkim forsował system z trzema obrońcami. Pomysł rodził się w bólach, ale ostatecznie miał przynieść upragnione przez kibiców Albicelestes drugie w historii mistrzostwo świata. Finał mundialu w Meksyku w 1986 roku to triumf argentyńskiej organizacji nad niemiecką poprawnością.

Oczywiście Bilardo nie był sam. Wycieczki do systemu zbliżonego do gry z trójką obrońców od lat siedemdziesiątych odbywała również reprezentacja RFN, a pewne odchylenie w tym kierunku można odnaleźć także w eksperymentach holenderskich. To jednak dopiero Bilardo tak dobitnie i konsekwentnie zaprezentował organizację, która stała się punktem odniesienia dla kolejnych trenerów. Coś, co jednak jeszcze trzydzieści lat temu broniło się w głównych zakresach opisujących przebieg walki sportowej w piłce nożnej: taktycznym, technicznym, psychicznym i motorycznym, z czasem stało się źródłem wielu kąśliwych pytań i zastrzeżeń, a nie pochwalnych hymnów. Zwłaszcza w ostatnim ze wspomnianych pól. Im szybszy i bardziej wymagający pod względem wytrzymałości (w tym również restytucji szybkościowej) stawał się futbol, tym trudniejsza obrona roli skrzydłowych zawodników, którzy w fazie posiadania musieli brać udział w akcjach, podłączając się w strefach bocznych boiska, a w fazie obrony wracać do poszerzenia jej linii. System 1-3-5-2 stawał się w takim ujęciu coraz mniej użyteczny i wkrótce, poza rozgrywkami we Włoszech, gdzie przetrwał dłużej, a następnie przypomniał o sobie wcześniej, zaczął zanikać.

[ . . . ]

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM lub PREMIUM+.

PRZEJDŹ DO PEŁNEJ WERSJI ARTYKUŁU

 Strona 20  Strona 21  Strona 22  Strona 23

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

Choć w seniorskiej piłce nożnej na boisku występuje równocześnie po jedenastu zawodników z każdej strony (przy wyjątkowym naprzykrzaniu się sędziemu nie musi to być jednak regułą przez dziewięćdziesiąt minut), praktycznie nie pojawiają się sytuacje, w których bramki padałyby po akcji wymagającej aktywnego udziału wszystkich graczy.

Trening siłowy to bardzo specyficzna dziedzina sportu. W odmianie profesjonalnej jest środkiem do osiągania sukcesu w takich dyscyplinach jak kulturystyka, trójbój siłowy, podnoszenie ciężarów czy strongman. W wydaniu amatorskim polega na przerzucaniu wolnych ciężarów oraz korzystaniu z maszyn oporowych w klubach fitness. W ostatnich latach zainteresowanie treningiem siłowym rośnie, ale nie tak szybko jak innymi aktywnościami sportowymi.