Napastnik piłkarskiej reprezentacji Ukrainy, Marko Dević, mija angielskiego obrońcę i uderza futbolówkę obok wybiegającego z bramki golkipera reprezentacji Anglii. Piłka trąca bramkarza w rękę i nieuchronnie zmierza do siatki. Już chwilę po tym, jak przekroczyła ona linię bramkową, wybija ją Anglik – John Terry. Ku zaskoczeniu kibiców na trybunach i milionów widzów przed telewizorami sędzia nie uznaje trafienia.

Opisana powyżej historia to tylko jeden z wielu w ostatnim czasie przypadków, kiedy arbiter nie nadążył za rozwojem sytuacji na boisku. Oko sędziego coraz częściej nie jest w stanie wyłapać tego, co wydarzyło się na placu gry. O ile jednak kiedyś sytuację tę obserwowała grupa kibiców bezpośrednio śledząca zawody, o tyle dziś złe decyzje sędziów widzi i rozprawia o nich cały świat. Dlatego też jednym z najważniejszych tematów debaty między zawodnikami, trenerami i działaczami staje się obecnie możliwość wsparcia arbitrów przez technologię.

Pomyłki od zawsze

Historia nowożytnego sportu pisana jest pomyłkami rozjemców z gwizdkiem. W samej piłce nożnej decyzje arbitrów wielokrotnie zmieniały losy najważniejszych spotkań. W 1966 roku podczas finału mundialu sędzia boczny, Tofik Bachramow, dopatrzył się bramki po uderzeniu Anglika Geoffa Hursta i w efekcie wyspiarze zostali mistrzami świata. W 1986 roku tunezyjski rozjemca nie zauważył, że drugiego gola w ćwierćfinale mistrzostw świata Argentyńczyk Diego Maradona zdobył po uderzeniu piłki ręką (sytuacja ta przeszła później do historii jako „ręka Boga”). Szesnaście lat później arbitrzy z Ekwadoru i Egiptu swoimi kontrowersyjnymi decyzjami pomogli dotrzeć przeciętnej drużynie Korei Południowej, gospodarzom turnieju, aż do półfinału imprezy. Natomiast w 2009 roku sędzia nie zauważył zagrania ręką Francuza Thierry’ego Henry'ego i w konsekwencji to jego zespół, a nie drużyna Irlandii, wywalczył sobie przepustkę na mundial w 2010 roku. Z kolei największa przed EURO 2012 afera sędziowska rozpętała się po meczu 1/8 finału mistrzostw świata 2010 pomiędzy Anglią a Niemcami (1:4). Podczas tego spotkania urugwajski sędzia, Jorge Larrionda, nie uznał bramki prawidłowo zdobytej przez Franka Lamparda. Przy stanie 2:1 dla Niemców uderzona przez Anglika z odległości 18 metrów piłka uderzyła w poprzeczkę niemieckiej bramki, spadła na ziemię niemal metr za linią bramkową, a następnie wypadła z bramki. Arbiter stojący około 25 metrów od linii bramkowej nie zauważył tego i kazał kontynuować rozgrywkę. Anglia przegrała całe spotkanie 1:4 i pożegnała się z afrykańskim turniejem.

Powyższe przykłady dotyczą tylko piłki nożnej, a więc najpopularniejszej i najbaczniej śledzonej dyscypliny sportu. Z samego ostatniego półrocza można jednak wskazać spektakularne błędy arbitrów także w tenisie (choćby ten wywołujący wściekłość Jerzego Janowicza podczas turnieju Australian Open), siatkówce (na przykład podczas meczu Włochy – Brazylia w ramach Pucharu Świata 2011) albo koszykówce (spotkanie Energii Czarnych z Asseco Prokomem w Polskiej Lidze Koszykówki). Każdemu z tych wydarzeń, ale także wielu innym, które miały miejsce choćby na poziomie rozgrywek klubowych, towarzyszyła dyskusja na temat konieczności usprawnienia mechanizmów sędziowania zawodów sportowych. Na przestrzeni lat wprowadzono szereg zmian mających ulepszyć kontrolę zawodów. Jedne z nich okazały się sukcesem, inne porażką. Żadna z nich nie rozwiązywała jednak do końca kwestii zawodności ludzkich zmysłów, a jedynie zwiększała liczbę kontrolujących zawody mechanizmów, dążąc tym samym do umniejszenia rangi błędu pojedynczego człowieka.

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM lub PREMIUM+.

PRZEJDŹ DO PEŁNEJ WERSJI ARTYKUŁU

 Strona 0

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

W okresie letnim niektórzy szkoleniowcy decydują się na przesunięcie treningu na wcześniejszą lub późniejszą porę dnia. Podczas dużych upałów temperatura jest wtedy niższa, więc logiczne wydaje się trenowanie w tym czasie. Jednak czy taka zmiana odbywa się bez żadnych konsekwencji dla organizmu sportowca?

Narciarze w wełnianych swetrach i grubych skarpetach do kolan, tenisistki w powłóczystych sukniach – to, co kiedyś było normą na kortach, stadionach i boiskach, dziś może wywołać jedynie uśmiech. Dawno minęły czasy, kiedy rola odzieży sportowej nie różniła się wiele od roli codziennego ubioru. Przede wszystkim miała służyć do okrycia ciała i chronić przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi, a czasem także – np. w wypadku tenisistek – pełnić funkcję estetyczną. Jedyne powiązanie stroju sportowego z wynikiem...