Dyskusja wokół pływackich skór rekina, regularnie zmniejszające swoją wagę buty piłkarskie, rozwijający się rynek pulsometrów – to raptem kilka przykładów na coraz istotniejszą rolę, jaką odgrywa dziś sprzęt sportowy. Stadiony mienią się od takich wynalazków, a cała ta sytuacja stawia przed trenerami coraz poważniejsze wyzwania.

Przywołane przykłady stanowią zaledwie niewielki wycinek toczącej się od kilku lat debaty na temat dozwolonego (lub niedozwolonego) wpływu określonych przedmiotów w rywalizacji sportowej. O tym, jak głęboko ona sięga, świadczy niedawna historia słoweńskiej narciarki Tiny Maze. Po jednych z rozgrywanych na początku 2012 r. zawodów została ona oskarżona przez FIS (Międzynarodową Federację Narciarską) o to, że używa dającego jej przewagę nad konkurentkami… biustonosza. Chodziło o bieliznę powlekaną plastikową membraną, która w mniejszym stopniu przepuszczała powietrze, a co za tym idzie – rzekomo pozwalała (brak na to jednoznacznych dowodów) zaoszczędzić przy zjeździe ułamki sekund. Wniosek koniec końców oddalono, ale pytanie o granicę wspomagania się sprzętem sportowym pozostało.

Na boisku lub przed wejściem na nie

Ekspansję wykorzystywanego przez sportowców sprzętu można obecnie obserwować w obrębie trzech głównych obszarów.

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM lub PREMIUM+.

PRZEJDŹ DO PEŁNEJ WERSJI ARTYKUŁU

 Strona 0

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

Od zakończenia olimpiady w Londynie (2012 r.) upłynęło już kilka miesięcy i nadszedł czas, by spokojnie przeanalizować występ naszych pływaków. Wstępne wnioski są jednoznaczne – było fatalnie. Na myśl nasuwa się oczywiste pytanie: „Dlaczego tak się stało?”.

Zdarza się, że zawody sportowe są rozgrywane w nietypowych warunkach pogodowych. Czasem okoliczności mogą być wręcz ekstremalne, gdyż pogoda może sprawić organizatorom nie lada kłopot.