Mecz można wygrać, przegrać albo zremisować – brzmi jeden z bon motów legendarnego trenera piłki nożnej, Kazimierza Górskiego. W świecie tak wyładowanym presją, że aż nieustannie pożerającym własny ogon, trzeba by zmodyfikować to powiedzenie, ponieważ na porażkę nie ma już miejsca. Tylko co w takim razie zrobić, kiedy jednak zdarzy nam się ulec rywalowi?

Bo nie znajdziecie takiego trenera, który w rubryce porażki ma same zera. No, może z wyjątkiem tych, którzy odebrali już swoje licencje, a nie zdążyli jeszcze zasiąść po raz pierwszy na ławce. Na nich z pewnością też przyjdzie pora... Kiedyś – raczej prędzej niż później – musi przyjść ten moment, kiedy po ostatnim gwizdku sędziego to zawodnicy drugiej drużyny zbiorą się na środku boiska, aby skakać z radości, a nasi podopieczni będą musieli przemknąć do szatni. Teoretycznie nie powinno tu być żadnego dramatu. Jest oczywiście miejsce na zwykłą sportową złość, rozczarowanie czy zawód, ale nie na poczucie, że dalej nie ma już nic, że to koniec. A jednak często kolejnymi nierozważnymi ruchami doprowadzamy do okoliczności, w których porażka staje się katastrofą i ostatecznością. Jak do tego doszło? Zacznijmy po kolei.

[ . . . ]

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM lub PREMIUM+.

PRZEJDŹ DO PEŁNEJ WERSJI ARTYKUŁU

 Strona 24  Strona 25  Strona 26

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

Jest taki człowiek w zespole, który pozostaje naszym wyrzutem sumienia, twardym grochem, na którym wymoszczony jest trenerski materac złudzeń. Jest taki człowiek, którego wzroku często unikamy i z którym staramy się nie mijać w opustoszałym korytarzu. Jest taki człowiek, którego stworzyliśmy sami z mikstury oczekiwań i nadziei: rezerwowy, czyli zawodnik in spe. Tak często nie potrafimy znaleźć sposobu na to, aby zmierzyć się z jego rozczarowaniem

Bez względu na to, czy ktoś jest trenerem, czy też ćwiczy amatorsko, zapewne wielokrotnie mówiono mu, że aktywność sportową powinno się poprzedzić rozgrzewką. Czy jednak ktoś zadaje sobie pytanie, jak określona forma rozgrzewki przekłada się na wynik sportowy lub czy niewłaściwie przeprowadzona nie ograniczy zdolności wysiłkowych? A może schłodzenie mięśni w niektórych przypadkach poprawi osiągi sportowe?