Mniej więcej rok przed rozpoczęciem Mistrzostw Europy w piłce nożnej organizowanych przez Polskę i Ukrainę ówczesny trener naszej reprezentacji, Franciszek Smuda, w wywiadzie dla magazynu „Coaching” (nr 6/2011) powiedział, że „75 procent futbolu to czysta psychologia”. Mimo tak dobitnego stwierdzenia nie zatrudniał wtedy w swoim sztabie psychologa sportowego, a z dalszej części wywiadu wynikało, że w jego opinii dobrym piłkarzom trening mentalny wcale nie jest potrzebny.

Zdziwiła mnie wtedy nie sama postawa, ale argumentacja trenera Smudy. W wywiadzie zdyskredytował pracę psychologów w sporcie jedną anegdotą, w dodatku sprzed 40 lat. Brzmiała ona mniej więcej tak: w latach 70. pewien niemiecki klub zatrudnił czterech psychologów sportu i wkrótce o mało nie wypadł z ligi. Wszystko wróciło do normy, gdy ich zwolniono. Wniosek był prosty. Po co zatrudniać psychologów w sztabach szkoleniowych? Nie dość, że nie pomagają, to jeszcze utrudniają osiągnięcie sukcesu!

Oczywiście od lat 70. ubiegłego wieku realia bardzo się zmieniły. Zarówno sport, jak i psychologia istotnie się rozwinęły. Sztaby szkoleniowe rozrosły się i przypominają dodatkowy zespół. Oprócz trenerów i ich asystentów – obeznanych z konkretną dyscypliną sportu – w sztabach mamy przecież lekarzy, fizjologów, fizjoterapeutów, masażystów, trenerów przygotowania motorycznego, statystyków, szefów banków informacji, rzeczników prasowych, dietetyków, kucharzy itd. Coraz częściej wśród tej rzeszy specjalistów pojawiają się także psychologowie sportu albo trenerzy przygotowania mentalnego. W profesjonalnym sporcie w takiej właśnie atmosferze pracuje pierwszy trener danej drużyny. Jest otoczony specjalistami, których (najczęściej) sam dobiera. Oczywiście to on pozostaje szefem, ale w żadnym wypadku nie działa samodzielnie, w społecznej próżni. Nie jest odpowiedzialny za każdą, najdrobniejszą nawet decyzję.

Dlatego w moim przekonaniu trener pracujący w sporcie zawodowym bardziej przypomina menedżera sztabu szkoleniowego (ciekawe, że tak właśnie tytułowani są pierwsi trenerzy drużyn piłkarskich na Wyspach Brytyjskich) niż człowieka odpowiedzialnego za wszystko. Jest kapitanem statku i kieruje pracą załogi zgodnie ze swoją koncepcją. On obiera kurs i podejmuje kluczowe decyzje, ale ich realizację pozostawia specjalistom. Nie do pomyślenia jest, żeby trener wcielił się we wszystkie wymienione wyżej role. Nawet jeśli hipotetycznie miałby wystarczająco dużą wiedzę i umiejętności w tych wszystkich dziedzinach, zabrakłoby mu czasu, żeby sumiennie wypełniać taki ogrom obowiązków.

[ . . . ]

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM lub PREMIUM+.

PRZEJDŹ DO PEŁNEJ WERSJI ARTYKUŁU

 Strona 58  Strona 59

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

Dobrze jest, jeśli trener zaangażowany w sport dzieci i młodzieży uczy swoich podopiecznych mentalności zwycięzcy. Gorzej, jeśli robi to za wszelką cenę, bez poszanowania zasad zdrowej i sprawiedliwej rywalizacji, a także bez perspektywy długofalowego, harmonijnego rozwoju psychospołecznego młodego człowieka.