MAGAZYN TRENERA

Wśród wielu powodów, dla których mniej i bardziej sprawne osoby zapisują się na zajęcia w klubie fitness, są mniej i bardziej ambitne, krótko– i długofalowe, podyktowane troską o zdrowie lub tylko aspektami towarzyskimi. Bynajmniej nie chcemy z nikim konkurować na zajęciach czy siłowni, choć porównania w konfrontacji są nieuniknione. Przy bardziej sprawnych wypadamy blado, przy tych zupełnie bez formy łatwo można się dowartościować. Takie konfrontacje, oczywiście, jednych motywują, innych – przeciwnie. Natomiast rywalizacja nie była dotąd wpisana...

Na witrynach wielu takich klubów przeczytamy, że „fitness to wszelkie zajęcia ruchowe służące poprawie sprawności fizycznej – wyróżnia je spośród innych to, że nie wiążą się z rywalizacją, nie wymagają ponadprzeciętnej kondycji ani specjalnych umiejętności sportowych”.

Nie zmienia to jednak faktu, że zarządzający klubami i marketingowcy w tej branży prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych zawodów dla klubowiczów i konfrontacji na punkty (a nawet trofea i nagrody) z uczestnikami zajęć z innych klubów. Ma to kształtować ducha sportowego wśród najbardziej zaangażowanych w systematyczną aktywność, integrację z innymi klubowiczami i instruktorami (często bowiem stające w szranki zespoły łączą pracowników i klientów) i wzmacniać poczucie lojalności oraz identyfikacji z marką danego klubu. Klubu, który w założeniu ma być postrzegany jako nowoczesny, nadążający za trendami i potrzebami coraz szerszej grupy klientów, jaką są uczestnicy zawodów biegowych czy rowerowych (a nawet triathlonów).

Wśród niezawodników pomysłem są wewnętrzne zawody w ramach danej aktywności – treningu cardio, zajęć crossfit czy zumby, wokół której tworzone są eventy wychodzące poza siedziby klubów (głównie maratony zumby o zasięgu np. ogólnowojewódzkim lub międzywojewódzkim).

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM.

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

Bieganie z pulsometrem może być motorem napędowym naszej chęci wyjścia na trening, demotywującym czynnikiem obniżającym chęć podejmowania regularnego treningu lub pełnić funkcję zdrowego rozsądku, który – omamiony napływającymi endorfinami – ignoruje sygnały organizmu o rosnącym zmęczeniu. Mądrze wykorzystany pomoże zrzucić zbędny balast, a także – co stanowi pewien paradoks – zatrzyma zapędy sprinterskie, dzięki czemu trenujący zacznie biegać szybciej.

Serce sportowca wytrzymałościowego różni się od serca osoby nie ćwiczącej – przede wszystkim rozmiarem. Serce sportowca jest nieco większe z powodu większej pojemności lewej komory. Przez wiele lat uważane to było za niezdrowe, ponieważ taki rozmiar graniczył z patologią. Dzisiaj kardiolodzy odróżniają patologicznie powiększone serca od serc sportowców. Zdają sobie także sprawę, że u tych ostatnich nie jest to objaw choroby, a wręcz przeciwnie.