MAGAZYN TRENERA

Rozmowa z Mateuszem Gucmanem, trenerem zapasów w WKS Grunwald Poznań.

Czy można określić zestaw technik, które każdy zapaśnik powinien opanować już w wieku juniorskim?
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Junior na pewno powinien mieć jakiś zasób umiejętności, ale niekoniecznie taki sam, jak każdy inny zawodnik w jego wieku. Nie zgodzę się z tym, że musi to być jakiś określony zestaw technik, które są jak abecadło. Każdy zawodnik jest inaczej uwarunkowany i bywa, że dopiero jako senior walczy i uczy się, zdobywa doświadczenie. Jest dobry. Rozwija się. Bywa też, że ktoś w wieku od 15 do 20 lat, czyli jako junior lub kadet czy młodzieżowiec ma wyniki i opanował już pewien zasób zapaśniczych zachowań na macie, a w seniorach się nie sprawdza. Na to nie ma reguły. Ktoś potrafi zrobić bardzo dobrze 15 chwytów, a drugi tylko dwa. Ale właśnie ten drugi ma te swoje tak opanowane i jest tak wytrzymały, że zawsze je wykona i zdąży zrobić to szybciej niż przeciwnik czy ten, który musi wybrać coś ze swego dużego zasobu technik. I to on wygra. Wydaje się więc, że czasem lepiej nauczyć się czegoś mniej, ale wykonywać to z większą pewnością. Z drugiej strony jednak, gdy zasób umiejętności jest ograniczony, przeciwnikowi łatwiej znaleźć coś jako przeciwdziałanie. Trzeba zatem mieć ogromne trenerskie wyczucie wobec danego zawodnika czy w wyborze treningu przed danymi zawodami.

Czy to znaczy, że trener juniorów w zapasach nie powinien dążyć do wyuczenia jak największego zasobu chwytów i technik?
Dążyć powinien, ale w określonym celu i nie za wszelką cenę. Jeżeli pracuje z grupą młodzieżową, czyli z zawodnikami w wieku od 15 do 20 lat, to powinien z nimi przećwiczyć jak najwięcej, żeby mogli poznać, a później z pomocą trenera wybrać to, co najbardziej im odpowiada, najlepiej pasuje, co – zgodnie ze swoimi warunkami – każdy z nich z osobna może doskonale wykonać.

Rozumiem, że taki młody zawodnik powinien poznać jak najwięcej, ale nie wszystko stosować – czy tak?
Można tak to ująć. Są tacy zawodnicy w zapasach – dzieląc ich bardzo ogólnie – którzy doskonale czują się w atakach na nogi, gdy tymczasem inni mają predyspozycje do rzutów, dobrze się czują z góry, a nogi niespecjalnie ich interesują. Trudno więc kogoś, kto bardzo lubi rzuty, „katować” nauką zejścia do nóg i na odwrót. Na ogólnym treningu należy z każdym wszystkiego spróbować, ale bez specjalnego nastawienia na taką technikę, która określonemu zawodnikowi wyraźnie „nie leży”. Byłoby to bez sensu poświęcać czas na coś, czego i tak w walce on nie wykorzysta. Zawodnik musi to umieć, wiedzieć, jak dana technika wygląda, jak ją rozpoznać, ale bez wyraźnej potrzeby nie powinien zmuszać się do stosowania jej podczas zawodów. To są oczywiście bardzo ogólne uwagi.

Kto powinien określać takie predyspozycje osoby uczestniczącej w treningu zapaśniczym?
Trener, rzecz jasna – dopiero po kilku treningach. Powtórzę, że to są bardzo uogólnione zasady postępowania. Przecież w samych zejściach do nóg może być kilka wersji. Ktoś lepiej robi boczne, inny preferuje rotacyjne, do dwóch nóg, do jednej, więc ćwicząc wszystkie te techniki albo bardzo dużą ich część, trener obserwuje, w czym dana osoba jest najlepsza i dokonuje pewnego wyboru, do którego w jakiś sposób przekonuje zawodnika. Jeśli ktoś preferuje rzuty, to nie ma potrzeby dokładnego opanowywania zejść do nóg. Zaleca się wówczas ćwiczenie rozmaitych chwytów do rzutów i też najczęściej wybiera się coś, co trenujący powtarza aż do osiągnięcia perfekcji. A przecież jest też inny podział – również bardzo ogólny – na zawodników, którzy są stworzeni do atakowania i takich, którzy lepsi są w walce z kontry. Tu też są różne techniki ataku i sposoby kontrowania. Trener musi widzieć te początkowe zdolności i próbować je rozwinąć w dalszym szkoleniu, nadając im większą specjalizację.

Jak być trenerem?

Co trzeba zrobić, żeby zostać trenerem w zapasach?
Mogę tylko powiedzieć, jak ja nim zostałem. Są jednak też inne drogi, bo znam trenerów, którzy wcześniej nigdy nie mieli żadnego kontaktu z zapasami. Nie ma też do spełnienia żadnych specjalnych formalności, by sprawować taką funkcję. Większość jednak, tak jak ja, przed zajęciem się trenerką ma już za sobą karierę zawodniczą. Są to byli wyczynowi zapaśnicy. Ja byłem członkiem polskiej kadry narodowej i walczyłem na Olimpiadzie w Pekinie w wadze 96 kg. Gdy przestałem wychodzić na matę jako zawodnik, rozpocząłem pracę jako trener. Jak już mówiłem, są jednak i tacy trenerzy, którzy nigdy nie walczyli na macie, ale mają smykałkę do tego zawodu. Dokładnie obserwują wiele walk – teraz są takie możliwości. Są rzetelni i dochodzą do niezłych wyników. Tak też się zdarza. Jeżdżą na krótkie obozy szkoleniowe dla młodych trenerów i zdobywają wiedzę. Do podstawowego szkolenia w zapasach taki trener jak najbardziej się nadaje. Gdy natomiast chodzi o szkolenie seniorów i kadry narodowej, to oczywiście trzeba mieć większe doświadczenie. Od razu też powiem, że nie każdy fenomenalny zawodnik musi być dobrym trenerem i na odwrót: znakomity trener nie zawsze w swej przeszłości ma wybitne osiągnięcia jako zawodnik.

A Pan co robił?
Ja – jak już wspominałem – przeszedłem tę najpopularniejszą w zapasach drogę, czyli od zapaśnika do szkoleniowca. Po zakończeniu kariery zawodnika uczestniczyłem w kursach organizowanych przez Polski Związek Zapaśniczy. Bardzo dobrze wspominam zwłaszcza międzynarodowe szkolenie w Szczecinie, które dużo mi dało. Poza tym jeździłem i jeżdżę na zawody, analizuję walki, obserwuję zawodników, rozmawiam z nimi i w ten sposób rozwijam swój warsztat szkoleniowy. Dzisiaj najwięcej nauki daje samodzielne szukanie praktycznych rozwiązań: jak przebiega walka, co zawodnicy stosują, a czego nie robią; co im wychodzi, a co nie; co oni o tym mówią, jak tłumaczą swoje zachowanie, co widzą inni trenerzy i o czym dyskutują, co robią... Jest tego bardzo dużo i można wyciąg­nąć wiele wniosków szkoleniowych. Zawody są olbrzymią bazą do takich trenerskich przemyśleń. Sama teoria przekazana na kursie nie wystarcza. Trzeba te zapasy samemu widzieć, czuć i się angażować.

Jakie są, według Pana, główne elementy i ćwiczenia treningu zapaśniczego?
Nadmieniałem już, że wszystko zależy od predyspozycji podopiecznych. Ćwiczeń w zapasach jest bardzo dużo. Robi się różnego rodzaju treningi. Są walki na macie, doskonalenie techniki, taktyki. Na macie wyrabia się szybkość. Trzeba się porozciągać. W terenie robi się biegi. Są treningi na basenie, w górach, rowerowe. Jest też siłownia i wiele rodzajów prowadzonych tam zajęć fizycznego przygotowania. Wypracowywana jest m.in. siła: ciężka, statyczna, dynamiczna, wytrzymałościowa. Jest tego mnóstwo. Umiejętności trenerskie widoczne są w tym, że odpowiednie ćwiczenia wykonuje zawodnik, który właśnie ich potrzebuje, bo przygotowuje się pod kątem danych zawodów. Nie każdy potrzebuje np. dużo ćwiczeń na siłowni. To sprawy indywidualne. Dla jednego zawodnika uzyskanie większej siły to podstawa, drugi prawie tych ćwiczeń nie potrzebuje, a trzeci tylko trochę. Jednocześnie u któregoś z nich należy poprawić dynamikę, a u innego wytrzymałość. Te wszystkie ćwiczenia wymagają zgrania i uzyskania właściwych proporcji, zależnych zarówno od cech podopiecznego, jak i od przygotowań do konkretnych zawodów. Jeśli na przykład trzeba zbijać wagę, to wykonywane są inne ćwiczenia niż wtedy, gdy waga jest prawidłowa albo trzeba ją podnieść. Należy też pamiętać, że treningi zapaśnicze prowadzone są w grupach. Dlatego najlepiej jest, gdy wszyscy zawodnicy razem ćwiczący mają mniej więcej ten sam poziom wytrenowania.

Czy trener powinien pokazać zawodnikowi każdy element, czy też wystarczy, jak słownie mu to objaśni, przeanalizuje na wideo czy komputerze?
W zapasach nie ma opowiadania. Dobry trener wszystko zawodnikowi albo sam demonstruje – i to z detalami, albo ściąga mistrza, który daną technikę ma opanowaną do perfekcji. W treningu zapaśniczym chodzi o to, żeby podopieczny potrafił coś powtórzyć. Bywa, że pokazuje się dany chwyt czy atak wielokrotnie. Trudno sobie wyobrazić, by trener prowadzący seniorów nie potrafił wykonać tego, czego uczy. Zdarza się jednak, że wykonanie danego elementu walki przez niego nie jest tak dobre, jak być powinno. Bywa więc, że ściąga się mistrza jednego elementu, jednego rzutu i on to demonstruje. Nierzadko powtarza się coś wielokrotnie. Trener natomiast musi umieć zawodnikowi bardzo dokładnie objaśnić, wytłumaczyć, w którym momencie walki najlepiej przygotować się do wykonania tej techniki. Podopieczny pyta – bo każda walka układa się inaczej – jak wyjść z danej akcji i trener musi umieć dokładnie mu to wytłumaczyć.

Jak ukształtować w zapasach prawidłowe relacje między trenerem a zawodnikiem, zwłaszcza wtedy, gdy trener nie ma doświadczenia z własnych walk na macie?>
Nie bardzo wiem, o co pan pyta. Gdy mówiłem o różnej drodze do trenerki w zapasach, to na myśli miałem też różne grupy zawodników. Nie jest jednak tak, że tych najwyższej klasy zawodników – zawodowców, kadrę Polski może trenować laik. Taki pasjonat może w czymś pomagać. Bywało też, że na kadrę zapraszano kogoś, kto miał doskonale opanowany jeden chwyt i ta osoba – tak jak nikt inny – potrafiła z detalami zademonstrować tę swoją umiejętność. Nie był to jednak trener kadry, bo od niego wymaga się również dużego doświadczenia. Trener uważał jednak, że właśnie tego chwytu brakuje zawodnikom i wspomagał się wysokiej klasy demonstratorem. Później ten sam chwyt na kadrze ćwiczono przez miesiąc. Tak to wyglądało.

Trzeba być psychologiem

Zawodnicy się rozwijają. Kto, kiedy i jak powinien decydować o zmianie trenera w zapasach?
Jeśli zawodnik się rozwija, to należy szukać dla niego ulepszeń, a pierwszym i podstawowym elementem tej układanki, który można ulepszyć, jest trener. Aby wprowadzić nowe rzeczy, musi on przekazać zawodniczkę czy zawodnika lepszemu specjaliście. Komuś, kto będzie potrafił dalej ich rozwijać i prowadzić.

To są chyba trudne decyzje?
Nie są to sprawy trudne. Jeśli pracuje się w fajnej atmosferze z trenerami, to nie ma problemu. Jest to zupełnie naturalna kolej rzeczy, którą rozumie zarówno zawodnik, jak i trener. Ten pierwszy, jeśli chce się rozwijać, musi przejść do innej grupy, gdzie jest nowy trener i musi to zaakceptować. Trener też zdaje sobie sprawę, że podopieczny dla podniesienia poziomu, np. z grupy początkujących zapaśników, przekazywany jest innemu szkoleniowcowi na bardziej zaawansowanym poziomie. Oczywiście każdy trener jest inny i czymś innym się kieruje, obserwując zawodnika. Powinien jednak we właściwym czasie zauważyć, że dla zapewnienia rozwoju swojego zawodnika powinien go przekazać innemu trenerowi. Powiedziałem, że tak być powinno, co nie znaczy, że tak jest. Mimo wszystko zauważę, że na każdym szczeblu treningu dobry szkoleniowiec wychwytuje taki moment, bo jest i uważnym obserwatorem, i dobrym psychologiem. Musi dużo wiedzieć i widzieć. Takie cechy powinien mieć. Powinien też być bardzo dobrym psychologiem.

Dla tych właściwych relacji trener zawodnicy?
Tak, właśnie do tego. Dla utrzymania dyscypliny i właściwego podejścia do niełatwego treningu. Cały czas trzeba sobie zdawać sprawę, że zapasy to dyscyplina sportu wyczynowego wymagająca bardzo ciężkiej pracy i całkowitego poświęcenia. Trener nad tym panuje: planuje zajęcia i dzięki temu, że udaje mu się dotrzeć do zapaśniczki lub zapaśnika, motywuje do ciągłego, nierzadko coraz większego wysiłku.

Co to znaczy? Jak wygląda taki trening?
Jest plan zajęć. Dwa razy w tygodniu są zajęcia trwające do dwóch godzin. W to wplata się siłownię i inne zajęcia niezwiązane bezpośrednio z matą. Podział jest jednak taki, że blisko 75% ma charakter ściśle zapaśniczy i odbywa się na macie, a pozostałe 25% zajęć to siłownia, biegi, basen itd. Intensywność treningów w ciągu roku kształtują główne zawody. Dla kadry narodowej są to mistrzostwa Europy czy świata. W Grunwaldzie Poznań, który jest związany z wojskiem, także Wojskowe Mistrzostwa Świata w Zapasach. Na początek zazwyczaj ustala się plan treningowy pod kątem zmagań europejskich, które przeważnie są na wiosnę, a po nich, przeważnie pod koniec sierpnia czy na początku września, są mistrzostwa świata, na które przygotowuje się kolejny szczyt formy. Im bliżej zawodów, tym mniej zajęć w siłowni, zmienia się obciążenia, a więcej ćwiczy na macie. Po tych drugich zawodach zazwyczaj są 2-3 miesiące przerwy w startach. Tu też następuje odbudowa tlenowa i siły tzw. ogólnej, czyli mniej jest zajęć na macie. Tak jest na najwyższym poziomie polskich zapasów, czyli w kadrze narodowej. Można też dostrzec, że także w klubach program treningów ułożony jest pod kątem najlepszych, czyli kadrowiczów.

Przygotować i pomóc

Pan jako trener jest osobą w Poznaniu dość znaną, a zapasy takiego rozgłosu nie mają. Czy udziela się Pan w innych dyscyplinach sportu, jakoś powiązanych z zapasami?
Ja pracuję jako trener zapasów wyłącznie w Wojskowym Klubie Sportowym Grunwald. Tu jestem zatrudniony i tym zajęciom poświęcam całą swą aktywność zawodową. Oprócz tego, ale bardziej jako hobby, mam taki swój klub, który nazywa się Wrestler24. Razem z kolegą prowadzimy tam zajęcia ogólnorozwojowe, wytrzymałości siłowej i siły funkcjonalnej, które przygotowane są dla wszystkich fanów aktywności ruchowej. Każdy może przyjść na taki trening, ale uczestniczą w nim również sportowcy wyczynowi, którzy traktują to jako trening uzupełniający. Oprócz tego organizujemy obozy sportowe i pomagamy sportowcom profesjonalnym, najczęściej ze sztuk walki, w opracowaniu programu przygotowań fizycznych do ważnego startu czy zawodów sportowych. Podpowiadamy takiej osobie, jak i kiedy ma trenować, jak pływać, biegać i jak zmieniać ten trening, by osiągnąć konkretny efekt. Kiedyś przyszedł rugbysta, ostatnio w ten sposób pomagaliśmy nawet pływakowi. Trening jest ogólnorozwojowy, więc nie ogranicza się do jednej, wybranej dyscypliny sportu. Dokładny plan zajęć może dotyczyć i 3 miesięcy treningu. Nie ma zbyt wielu miejsc, gdzie można uzyskać taką pomoc.

Zainteresować sportem

Wróćmy jednak do najmłodszych. Czy w szkole do zapasów może wprowadzać wuefista?
Są takie możliwości. Myślę, że nauczyciel po pewnym przeszkoleniu, a przede wszystkim z odpowiednim podejściem do młodzieży jak najbardziej się do tego nadaje. W takim wstępie do zapasów jest dużo ćwiczeń ogólnorozwojowych, a pokazuje się dwa, trzy chwyty i na tym się bazuje. Trzeba przede wszystkim umieć zainteresować dzieciaki sportem.

Jak w tym kontekście ocenia Pan akcję zapoczątkowaną przez Andrzeja Suprona „Mały Mistrz – Zapasy w każdej szkole”?
Bardzo fajna akcja.

Co w niej jest ciekawego?
Przede wszystkim przy jej prowadzeniu bardzo dużo mówi się o zapasach i to już jest ważne. Ponadto, jeśli ktoś taki, jak Andrzej Supron – mistrz świata, medalista olimpijski – przyjeżdża do jakieś szkoły, to też jest wydarzenie. Przeważnie na taki przyjazd mistrza kilka szkół przygotowuje sportową rywalizację, a tej, która zwycięży, Andrzej Supron funduje matę zapaśniczą. Ta rywalizacja zazwyczaj ma formę konkursów sprawnościowych, które rzadko mają coś wspólnego z zapasami, a bardziej przypominają zabawę dla uczniów. Nagroda, czyli mata zapaśnicza, to dla szkoły ważna rzecz, w dodatku nie jest tania, bo kosztuje ponad 20 tys. zł. Przy tej okazji zawiązywany jest zazwyczaj międzyszkolny klub sportowy nastawiony na zajęcia zapaśnicze. Dzięki temu informacja o tej dyscyplinie idzie w świat, trafia do rodziców oraz ich dzieci. Ja się z tego bardzo cieszę i akcję tę wspieram.

Dziękuję za rozmowę

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM.

PRZEJDŹ DO PEŁNEJ WERSJI ARTYKUŁU

 Strona 44  Strona 45  Strona 46  Strona 47

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

Najnowsze narzędzia do grupowego pomiaru parametrów sportowych są przeznaczone dla najbardziej wymagających trenerów wszystkich dyscyplin sportu. Systemy łączą technologię GPS, akcelerometru i pomiaru pracy serca – pozwalają na bieżąco monitorować wszystkie parametry na iPadzie. Dzięki temu każdy z trenerów w danym klubie ma, zawsze i wszędzie, dostęp do najistotniejszych danych treningowych.