MAGAZYN TRENERA

Z Rafałem Walczakiem, trenerem Grunwaldu Poznań, o różnych odcieniach piłki ręcznej rozmawia Piotr Górski. Jak zostaje się trenerem w piłce ręcznej? Co i gdzie należy zrobić, by pana zastąpić?

Nie sądzę, by była na to kolejka chętnych. Droga do uzyskania funkcji trenera zmieniła się od czasu, gdy ja rozpoczynałem zdobywanie kwalifikacji. Teraz hierarchia jest następująca: pierwszy poziom to instruktor (licencja C) – szkolenie trwa rok i po ukończeniu uzyskuje się uprawnienia do prowadzenia grup młodzieżowych; następnie jest trener II klasy, czyli obecnie „licencja B”, którą zdobywa się przez dwa lata, a po kolejnych dwóch latach można znów się szkolić i ubiegać o wyższą licencję. Zasady te wprowadzono jesienią przed dwoma laty. W regulaminie wydawania licencji trenerskich, uwzględniającym tzw. uwolnienie zawodów w Polsce oraz dotychczasowy system stopni instruktorskich i trenerskich, przyjęto zatem trzy kategorie licencji: A, B i C. Są one odpowiednikiem poprzednich klas trenerskich, a także potwierdzeniem kwalifikacji uzyskanych przed końcem sierpnia 2013 r. Dwie pierwsze licencje umożliwiają pracę z zespołami seniorskimi i wydawane są przez Związek Piłki Ręcznej w Polsce (ZPRP). Poprzednio kwalifikacje trenerskie można było uzyskać także np. przez studia podyplomowe na uczelniach wychowania fizycznego. Teraz już nie ma takiej możliwości. Kwalifikacje nadaje i potwierdza związek sportowy. Szkoli on również osoby, które chcą trenować jakiś zespół piłki ręcznej. W dodatku związek zastrzegł, że tylko licencja kategorii A upoważnia do prowadzenia zespołu w rozgrywkach PGNiG Superligi oraz I ligi. Licencje najniższej kategorii, czyli C, na podstawie porozumienia z ZPRP mogą być wydawane przez wojewódzkie związki piłki ręcznej i taka najniższa licencja czasami umożliwia drużynie start w rozgrywkach drugoligowych. Kiedyś było łatwiej, bo uprawnienia trenerskie można było uzyskać już na studiach. Z drugiej strony, instruktor szkolił wyłącznie młodzież. Ja, jako trener II klasy, prowadziłem zespoły w różnych kategoriach wiekowych i na różnym szczeblu rozgrywek. Pod swoją opieką miałem m.in. kadrę juniorską naszego kraju. Teraz kończę kurs na licencję A, która pozwoli mi m.in. na trenowanie uczestników w najwyższej klasie rozgrywek – superlidze PGNiG. Na urzeczywistnienie tych możliwości raczej się jednak nie zanosi, bo nie zamierzam zmieniać Grunwaldu Poznań na inny klub. Szkolona teraz przeze mnie drużyna, choć znajduje się w czołówce II ligi, w tym sezonie nie ma szans na awans do I ligi. Gdybym chciał dalej podnosić kwalifikacje, pozostaje mi już tylko kurs na eurocoacha. To już jest bajka, podobnie jak ekstraklasa dla Grunwaldu Poznań. To zupełnie inny świat, dziś nieosiągalny dla piłki ręcznej w tym klubie. Być może nierealny także w takim mieście jak Poznań, które tylko symbolicznie wspiera finansowo sport wyczynowy.

Jak rozumieć ten „inny świat”? Piłka ręczna jest przecież taką samą dyscypliną sportu, niezależnie od klasy rozgrywkowej. Na parkiecie obowiązują identyczne zasady gry: jest piłka, jest po 7 zawodników wraz z bramkarzem w każdej z drużyn, mecz trwa 60 minut i są dwie 30-minutowe połowy...

Podobnie można powiedzieć, że trabant i mercedes to dwa auta ze znanych z solidności Niemiec. Jeżdżących nimi kierowców obowiązują te same zasady prowadzenia samochodu i ruchu drogowego. Standard jazdy jest jednak nieporównywalny. Zupełnie różne są też osiągi, eksploatacja, a także wymagania stawiane tym pojazdom. To właśnie te dwa światy. Gdybym miał do dyspozycji nie ok. 30 tys. zł na sezon, a 300 tys. zł, to trenowałbym przynajmniej półprofesjonalistów, a nie zupełnych amatorów. Mógłbym też mieć wtedy nieporównywalnie większe wymagania od zawodników, bo byłoby mnie stać na to, żeby dać im jakiekolwiek pieniądze. Dziś, włącznie ze mną, nikt w tej drużynie nie zarabia ani grosza.

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM.

PRZEJDŹ DO PEŁNEJ WERSJI ARTYKUŁU

 Strona 46  Strona 47  Strona 48  Strona 49  Strona 50  Strona 51

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

TrainerPRO to nowy na rynku projekt autorstwa Marcina Gabora, który opiera się na współpracy z trenerami oraz klubami piłkarskimi – od ekstraklasy po IV ligę. Jednym z głównych zadań agencji analityczno-doradczej jest dopasowanie charakterystyki szkoleniowców do kryteriów wyznaczonych przez klub poszukujący nowego szefa sztabu trenerskiego.