MAGAZYN TRENERA

Alberto salazar urodził się w 1958 r. trenował biegi długodystansowe, osiągając wiele znaczących sukcesów, z pobiciem rekordu świata włącznie. W wieku 20 lat w biegu ulicznym na dystansie 7 mil w Falmouth dobiegł do mety skrajnie wyczerpany. stracił przytomność, a temperatura jego ciała wynosiła 41,7°c. Mimo że zajął dopiero 10. miejsce, nauczył się przekraczać własne granice do osiągnięcia lepszego wyniku. W swoim pierwszym maratonie zwyciężył. W drugim również, zapowiadając od razu dziennikarzom, że w kolejnym chce pobić rekord świata. Jak...

Za największe sukcesy Salazara uznaje się trzykrotne zwycięstwo w kolejnych nowojorskich maratonach, w latach 1980-1982. Pierwsze z nich z czasem 2:09:41, który był wtedy najlepszym debiutem w historii Ameryki i drugim czasem uzyskanym w Stanach Zjednoczonych (rekordzistą był Bill Rodgers z czasem 2:09:27, uzyskanym w Bostonie w 1979 roku). W 1981 r. Salazar z czasem 2:08:13 pobił rekord świata w maratonie podczas New York City Marathon, poprawiając 12-letni rezultat 2:08:33, ustanowiony przez Australijczyka Dereka Claytona w 1969 roku w belgijskiej Antwerpii. W 1982 r. wygrał jeszcze Maraton Bostoński, a wydarzenie to określano później „pojedynkiem w słońcu” pomiędzy Salazarem a Dickiem Beardsleyem. Salazar wygrał bieg po ekscytującym sprinterskim finiszu i zemdlał na mecie. Następnie w szpitalu podano mu 6 litrów kroplówek, ponieważ w końcowej fazie biegu nie przyjmował płynów, aby zaoszczędzić czas i zwiększyć szansę na zwycięstwo. Wygrał o 2 sekundy, ale skrajnie wycieńczony, właściwie ocierając się o śmierć. Intensywność ćwiczeń i treningowy reżim ekstremalnie długich dystansów doprowadziły w końcu do załamania. Częste choroby i kontuzje przyczyniły się do coraz gorszych wyników. Stopniowy spadek formy doprowadził do ogromnej porażki, czyli 15. miejsca na Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles w 1984 roku. W wieku 25 lat kariera Salazara praktycznie się zakończyła. Przez wiele lat próbował wrócić, ale nękały go kontuzje lub przemęczenie. Wydarzenie, które na zawsze zmieniło jego życie, to zawał mięśnia sercowego w 2007 roku. Spacerując po kampusie Uniwersytetu Oregon, Alberto Salazar w pewnym momencie upadł, co spowodowało zatrzymanie krążenia aż na 14 minut! Zgodnie z prawami medycyny, przeciętny człowiek po 5 minutach ma już w organizmie nieodwracalne zmiany, jeśli tlen nie dopływa do mózgu. Salazar nie dość, że przeżył, to w dodatku nie doznał żadnych uszkodzeń! Ustanowił więc kolejny rekord. Dziewięć dni później wrócił też do pracy trenerskiej. Dzięki doskonałej kondycji fizycznej jego organizm jest bardziej wytrzymały od innych, dzięki czemu wyszedł z zawału bez szwanku (wada serca jest uwarunkowana genetycznie). Obecnie święci liczne sukcesy jako trener.

Kariera trenerska

Salazar jest szefem Nike Oregon Project w Portland. Projekt ten powstał w 2001 roku, aby zreformować biegi długodystansowe w USA i nawiązać walkę Amerykanów z biegaczami z Kenii i Etiopii. Do grupy Salazara należą m.in. Alan Webb, Mo Farah, Galen Rupp, Adam i Kara Goucher, Dan Browne, Amy Yoder Begley, Dathan Ritzenhein oraz Mary Cain. W 2013 r. Salazar otrzymał najbardziej prestiżowe trenerskie odznaczenie Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej (IAAF) – Coaching Achievement Award, które odebrał podczas gali International Athletics Foundation w Monako. Podopieczni Salazara zdobywają medale na największych imprezach lekkoatletycznych na świecie. Galen Rupp na Igrzyskach w Londynie był pierwszym od 24 lat białym zawodnikiem z medalem olimpijskim na długich dystansach na bieżni. Mówi się, że Mo Farah, kolejny podopieczny Salazara – szykowany docelowo do biegu maratońskiego – może być pierwszym, który pokona barierę 2 godzin na tym dystansie. Metody pracy Salazara są niezwykle ciekawe i przede wszystkim skuteczne. Jego zawodnicy traktują trening jako pracę na pełen etat, obejmującą m.in. pracę nad biomechaniką, plyometrię, odnowę biologiczną, analizę wideo itd.

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM.

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

Przywykliśmy do tego, że łatwo otwieramy worki i wrzucamy do do nich poszczególne elementy rzeczywistości, kategoryzując na lewo i prawo. Wychodzenie na podwórko i wyrabianie normy na orlikach czy trasach biegowych to droga do zdrowia, podczas gdy spędzanie czasu przy grach komputerowych to w najlepszym przypadku kręta droga do nadwagi. Zdigitalizowana rzeczywistość nie jest jednak tak bardzo zero-jedynkowa, jak mogłoby się wydawać, a nasze konsole mogą się okazać sojusznikiem w drodze do fizycznej perfekcji. Szok? Nie, to tylko XXI wiek.

Masz już siłę, masz dynamikę! Ba, czasem nawet okazuje się, że z Twoją szybkością też nie jest najgorzej. Robisz życiówki, waga trzyma się na ustalonym poziomie, a kilogramy nawet nie myślą o tym, aby coś mieszać. Suplementy pod kontrolą, nawodnienie niczego sobie. Czego jeszcze może Ci brakować? Stabilizacji. I to bynajmniej nie w obrębie powyższych elementów, ale jako oddzielnego elementu treningu.