MAGAZYN TRENERA

Z Łukaszem Grelą, akademickim mistrzem świata w podnoszeniu ciężarów rozmawia Jakub Jelonek. Łukaszu, opowiedz na początku o Twoich ostatnich startach – mistrzostwach świata w Ałmatach i kwalifikacjach do nich.

Zacznę od tego, że poprzedni sezon był dla mnie przełomowy. Głównie druga część roku przyniosła wiele zadowolenia. Jesienią wystartowałem w Łukowie na mistrzostwach Polski seniorów, gdzie poprawiłem życiowe rekordy w mojej koronnej wadze do 94 kg. Poprawiłem się o 13 kg, więc poczyniłem duże postępy. Zakwalifikowałem się tym samym na mistrzostwa świata w Ałmatach w Kazachstanie. Ten start nawet dla mnie był zaskoczeniem, bo nie typowano mnie do pierwszego składu przed mistrzostwami Polski. Na początku byłem w rezerwie. Ale kiedy w ostatniej chwili – z powodu kontuzji mięśnia czworogłowego– ze składu wypadł Bartłomiej Bonk, otworzyła się furtka dla mnie. Byłem jedynym zawodnikiem rezerwowym, który mógłby wystąpić na mistrzostwach świata. Zyskałem zaufanie trenerów, bo na treningach dobrze mi szło, co przełożyło się później na świetny start na mistrzostwach świata.

Czyli z jednej strony złożyło się na to trochę szczęścia, a z drugiej strony wieloletnia praca w odpowiednim momencie przyniosła efekty?

Tak, i jedno, i drugie. Sam start okazał się bardzo dobry, w sumie zdobyłem trzeci wynik w reprezentacji. Na 7 zawodników startujących to ja miałem trzecie punkty. A ten start był dla nas bardzo ważny, bo jak wiadomo, były to już kwalifikacje olimpijskie, gdzie liczy się każdy punkt. Nie pojechałem tam tylko po „swoje” wyniki, ale tak naprawdę dla drużyny. Wiedziałem, że w tej kategorii trudno będzie coś osiągnąć, ale chciałem być jak najwyżej i zdobyć dla reprezentacji Polski jak najwięcej punktów. Teraz zostało jeszcze Huston [mistrzostwa świata 2015 – przyp. red.]. Prawdopodobnie w kategorii 105 kg już nie pojadę, ponieważ dołączył Arsen Kasabijew, a jest już Bartłomiej Bonk i Alek Michalski. Nawet jeśli któryś z tej trójki będzie miał problemy, to i tak tylko dwóch zawodników może jechać, więc waga ta już jest obstawiona. Drugiej takiej możliwości w kategorii 105 kg raczej nie będzie. Swoją jedyną szansę widzę raczej w kategorii 94 kg, ale tam są bracia Zielińscy. W tym momencie przygotowuję się do mistrzostw Europy w Gruzji. Adrian [Zieliński] oficjalnie zrezygnował już z tego startu i tutaj otwiera się szansa dla mnie, którą będę chciał wykorzystać. Mistrzostwa są planowane na 9-15 kwietnia, ale wcześniej jest puchar Polski. Wystartuje w nim 10 najlepszych polskich zawodników według tabeli Sinclaira, czyli można się spodziewać bardzo widowiskowego startu. Ma być nawet transmisja telewizyjna z tego wydarzenia w TVP Sport. Dla mnie to ważne zawody, bo ten start już pokaże, na ile mnie stać.

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM.

PRZEJDŹ DO PEŁNEJ WERSJI ARTYKUŁU

 Strona 26  Strona 27  Strona 28

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

Mindfulness, czyli uważność, koncentracja na teraźniejszości, stopniowo zyskuje rzesze osób zainteresowanych samorozwojem oraz kierujących się potrzebą znalezienia swego rodzaju azylu przed coraz szybszym tempem życia i natłokiem obowiązków. Brzmi jak magia, ale nie ma z nią nic wspólnego.

Czym naprawdę w dzisiejszych czasach jest trening? Nie ten sportowy, ale taki, dzięki któremu utrzymujemy sprawność całego ciała, poprawę ogólnego samopoczucia. Panuje przeświadczenie, że najlepszy trening na siłę to trening na siłowni, a dla reszty osób słodki fitness. Czy tak jest w rzeczywistości?