MAGAZYN TRENERA

Phil Jackson to najlepszy trener w historii NBA i człowiek pod wieloma względami wyjątkowy. Jedenaście razy sięgał po mistrzostwo NBA, pracując kolejno z Chicago Bulls i Los Angeles Lakers. Był również świetnym koszykarzem New York Knicks i New Jersey Nets, zdobywając jako zawodnik dwa tytuły mistrzowskie. Jednak dopiero jako szkoleniowiec osiągnął największe uznanie wśród fanów koszykówki.

Stosowane przez niego metody od zawsze wzbudzały zainteresowanie sportowego świata. Jackson wprowadzał u swoich zawodników medytacje, nowoczesne techniki psychologiczne, stosował strategie przywództwa. Poznajcie trenera, który nie bał się wprowadzać nowatorskich metod, a co najważniejsze, udało mu się przełożyć je na sukces.

Lata „przedtrenerskie”

Phil Jackson urodził się 17 września 1945 r. w Deer Lodge w stanie Montana. Miał trudne dzieciństwo w bardzo ortodoksyjnej rodzinie zielonoświątkowców. Pierwszy film w kinie pozwolono mu obejrzeć dopiero w ostatniej klasie szkoły średniej. Być może to sprawiło, że w późniejszym życiu tak dużo eksperymentował z filozofiami Wschodu i buddyzmem, a nawet kulturą rdzennych Amerykanów. Kariera i umiejętności młodego Jacksona rozwijały się stopniowo. Dobrze radził sobie w każdym sporcie dzięki ponadprzeciętnym warunkom fizycznym. Grał w futbol amerykański, baseball, a także rzucał dyskiem podczas zawodów lekkoatletycznych. Ale to koszykówka stała się dla niego numerem jeden. W czasie studiów na uniwersytecie North Dakota był już wyróżniającym się zawodnikiem – zdobywał średnio prawie 20 punktów na mecz. Później został wybrany z nr 17 w drafcie NBA przez New York Knicks, z którymi dwukrotnie zdobywał mistrzostwo NBA (w 1970 i 1973 roku). W Nowym Jorku nastąpiło kilka istotnych zmian w życiu Jacksona. Rozwiódł się z żoną i zaczął eksperymentować z narkotykami. Wtedy też zainteresował się filozofią zen, którą później z powodzeniem stosował jako trener (stąd też jego przydomek „Zen Master”). W pierwszym sezonie gry w NBA został wybrany do najlepszej piątki wśród debiutantów. Rok później doznał bardzo poważnej kontuzji kręgosłupa, która wyeliminowała go całkowicie z gry w sezonie 1969/1970. To wtedy rozpoczął naukę sztuki trenerskiej, będąc nieoficjalnie asystentem ówczesnego trenera Knicks – Williama Holzmana. Od tego czasu istotnie zmienił się jego styl i z zawodnika grającego dla wyników indywidualnych stał się propagatorem współpracy całego zespołu. W sezonie 1972/1973 był już kluczowym rezerwowym, a Knicks po raz drugi z Jacksonem w składzie zdobyli mistrzowski tytuł. Następny sezon był dla niego najlepszy w karierze, jeśli chodzi o statystyki meczowe.

Początki trenerskie

Po jedenastu sezonach spędzonych w zespole Knicks, Jackson trafił do New Jersey Nets. Tam dwa lata później zakończył karierę, widząc, że najlepsze lata ma już za sobą. Kontynuował jednak pracę w Nets jako asystent trenera. Potem pracował w niższej lidze amerykańskiej – CBA i portorykańskiej BSN. Obejmując w 1982 roku Albany Patroons, chciał stworzyć zespół idealny, w którym każdy koszykarz jest tak samo istotny dla drużyny. Wszyscy mieli nawet taką samą pensję. Dzielił drużynę na piątki, które grały po równo i dopiero na ostatnie minuty wprowadzał na boisko graczy, którzy wcześniej spisywali się najlepiej. Wówczas nauczył się, jak radzić sobie z zawodnikami grającymi tylko dla wyników indywidualnych i przemieniać ich w graczy poświęcających się dla drużyny. Tych, którzy nie chcieli słuchać, wyrzucał z zespołu (tak było z Michaelem Grahamem, który był jednym z lepszych zawodników Patroons, ale nie chciał stosować się do filozofii Jacksona). Ostatecznie w sezonie 1983/1984 doprowadził zespół do mistrzostwa CBA, dzięki czemu zdobył tytuł trenera roku tej ligi.

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM.

PRZEJDŹ DO PEŁNEJ WERSJI ARTYKUŁU

 Strona 49  Strona 50  Strona 51  Strona 52

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

Od czasów, gdy spopularyzowano różne sztuki walki, ludzie zastanawiają się, czy to, co ćwiczą, jest realne i czy można to zastosować w sytuacji zagrożenia, czy może to tylko bajki i układy formalne z filmów klasy B.

Jedni chwalą, drudzy krytykują, ale nikt nie jest obojętny. Nie, nie – mowa tu nie o żadnym z polskich polityków ani o kolejnym telewizyjnym show dla celebrytów. To FC Barcelona – drużyna fenomen, która zmienia oblicze piłki nożnej, co chwilę wytyczając nowe granice, aby zaraz bezczelnie je przekroczyć. Czy możemy choć w małym stopniu podążyć ich śladami?