MAGAZYN TRENERA

Rozmowa z Grzegorzem Sudołem, medalistą mistrzostw świata i Europy w chodzie na 50 km. Jak oceniasz swoje ostatnie starty i jakie masz plany na przyszłość?

W tym roku nie miałem zbyt wielu startów ze względu na kilka kontuzji. Ostatni z tych ważniejszych to Puchar Europy, z którego mogę być zadowolony. Co prawda miejsce nie jest odzwierciedleniem moich możliwości i formy, ale start ten był trudny ze względu na warunki atmosferyczne – w Hiszpanii panowały wówczas upały. Dziewiąte miejsce oceniam z małym niedosytem, ale cieszę się, że doszedłem do mety na 50 km po dwóch niedokończonych startach wcześniej. Kolejny dobry start to 10 km na Lidze lekkoatletycznej, krótko po „pięćdziesiątce”. Jestem zadowolony z wyników i z punktów, które zdobyłem dla klubu. Jeśli chodzi o perspektywy na przyszłość – czekają nas mistrzostwa Polski na 20 km w Krakowie, praktycznie u siebie w domu. To oczywiście dodatkowa presja, ale myślę, że sobie z nią poradzę.

Czy zawodnik powinien dbać o marketing, budowanie własnej marki? Jak według Ciebie to robić?

O to powinien dbać menedżer, czyli ktoś, kto opiekuje się sportowcem. Zawodnik nie ma na to czasu, bo wymaga to naprawdę mnóstwa energii i zaangażowania. A jeśli musi sam się tym zająć, powinien o to zadbać. Kończyłem marketing sportowy i zarządzanie w sporcie, więc te dwa tematy są mi bliskie i wiem, że trudno dziś o pozyskanie sponsorów na związane z tym korzyści marketingowe. Dziś, jeśli zawodnik nie jest rozpoznawalny, nie udziela się w mediach, pozyskiwanie sponsorów jest znacznie utrudnione. Chyba że ktoś zostaje mistrzem olimpijskim czy mistrzem świata. W innym przypadku musi mieć znajomych, którzy pomogą mu pozyskać środki. Jeśli zawodnik nie udziela się w sieciach społecznościowych, nie bywa na imprezach charytatywnych, nie wspiera takich imprez, jeśli nie spotyka się z dzieciakami w szkołach itd., to trudno mu pozyskiwać sponsorów. A gdy już sponsor się znajdzie, konieczne są działania reklamowe, trzeba o to dbać i zapewniać przekaz medialny.

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM.

PRZEJDŹ DO PEŁNEJ WERSJI ARTYKUŁU

 Strona 32  Strona 33  Strona 34  Strona 35  Strona 36  Strona 37

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

Choć w seniorskiej piłce nożnej na boisku występuje równocześnie po jedenastu zawodników z każdej strony (przy wyjątkowym naprzykrzaniu się sędziemu nie musi to być jednak regułą przez dziewięćdziesiąt minut), praktycznie nie pojawiają się sytuacje, w których bramki padałyby po akcji wymagającej aktywnego udziału wszystkich graczy.

Finały mistrzostw świata w 2014 roku przypominały podróż w czasie. Na pierwszy rzut oka trudno jednak było jednoznacznie ustalić zwrot wektora: czy to w przyszłość, czy może w przeszłość? Oto na naszych oczach historia albo postanowiła zawrócić i zrobić rundę honorową, albo napisać się na nowo. A dokąd tak naokoło zmierzamy? Do ustawień rozpoczynających się od jeden – trzy – itd. według trenerów finalistów.