MAGAZYN TRENERA

Często myślę, że zawodnicy różnych dyscyplin sportowych, ale też coraz częściej osoby trenujące amatorsko to niewolnicy planów treningów, założeń i taktyki. Wydaje się, że to naturalne, bo przecież na tym polega sport i okres przygotowań do występów na różnych arenach. Jednak coraz częściej mówi się otwarcie o tym, że szczególnie ci, którzy osiągnęli poziom mistrzowski w danej dyscyplinie, trenują instynktownie. I tu zaczyna się cała historia i kolejne pytania. A więc zaczynajmy.

Jako specjalista w zakresie treningu z oporem zewnętrznym, na trening instynktowny patrzę szczególnie przez pryzmat zasad Joe Weidera, który jako jedną ze swoich zasad wybrał – i podkreślał, że jest najbardziej znacząca – właśnie zasadę treningu instynktownego.

Trening instynktowny, często mylony i stosowany przez amatorów jako „robię, co chcę”, nie ma z tym nic wspólnego. Tymczasem zastosowanie tej chyba najbardziej istotnej zasady treningowej wymaga przede wszystkim dogłębnej wiedzy teoretycznej z dziedziny fizjologii, biochemii, anatomii, ale szczególnie praktycznej, czyli reakcji własnego organizmu na różne bodźce treningowe i aktywności. Dopiero praktyka, której efektem jest umiejętność zaplanowania procesu w zakresie objętości i intensywności, czyli doboru ćwiczeń i metody treningowej, czasu przerw w treningu i między jednostkami treningowymi, czasu trwania treningu czy tempa powtórzeń, stwarza przestrzeń, w której można mówić o układaniu własnych planów treningowych. Dlatego też często pytam trenerów tak zwanego młodego pokolenia, czy wypróbowali na sobie wszystkie metody treningowe, czy wiedzą i czują, jak to jest, zanim każą coś zrealizować swojemu zawodnikowi czy klientowi? Oczywiście nie jest to jedyny warunek bycia „dobrym trenerem” w wymiarze amatorskim czy też zawodowym. Warto jednak podkreślić, że dopiero zdolności, o których pisałem wyżej, umożliwią zawodnikowi wykonywanie treningów instynktownych, które zawsze powinny być konsultowane z trenerem.

Trening instynktowny nie jest dla każdego, podobnie jak wiele innych metod treningowych, jak mawiał kiedyś pewien trener. Pamiętam, jak przy metodzie powtórzeń oszukanych wtrącał, że oszukiwać trzeba umieć. Oczywiście miał rację, bo wiele razy byłem świadkiem „zarzutów” sztangą w celu wykonania kolejnego ugięcia na mięśnie dwugłowe ramienia, a odbiorcą – zamiast biceps – stawały się plecy. Ten, który potrafił wziąć zamach wymuszający jeszcze większe zaangażowanie bicepsów, realizował metodę. Można powiedzieć, że to proste, a jednak nie do końca.

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM.

PRZEJDŹ DO PEŁNEJ WERSJI ARTYKUŁU

 Strona 24  Strona 25  Strona 26  Strona 27

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

Choć w seniorskiej piłce nożnej na boisku występuje równocześnie po jedenastu zawodników z każdej strony (przy wyjątkowym naprzykrzaniu się sędziemu nie musi to być jednak regułą przez dziewięćdziesiąt minut), praktycznie nie pojawiają się sytuacje, w których bramki padałyby po akcji wymagającej aktywnego udziału wszystkich graczy.

Finały mistrzostw świata w 2014 roku przypominały podróż w czasie. Na pierwszy rzut oka trudno jednak było jednoznacznie ustalić zwrot wektora: czy to w przyszłość, czy może w przeszłość? Oto na naszych oczach historia albo postanowiła zawrócić i zrobić rundę honorową, albo napisać się na nowo. A dokąd tak naokoło zmierzamy? Do ustawień rozpoczynających się od jeden – trzy – itd. według trenerów finalistów.