MAGAZYN TRENERA

Wszyscy dobrze znamy słowa tytułu tego artykułu, które mają pozornie chwalić, ale w gruncie rzeczy bardziej dyskredytują szkoleniowca, o którym się wspomina. To takie poklepanie po plecach z równoczesnym naklejeniem karteczki z napisem „kopnij mnie”. Rodzi się tu zasadne pytanie o to, co faktycznie czyni trenera dobrym i czy są to wyłącznie wyniki?

To bardzo istotne i ponadczasowe zagadnienie, ponieważ dotyczy szeregu wymiarów związanych z naszym funkcjonowaniem w sporcie: od faktycznej oceny umiejętności (własnych i innych) przez poczucie własnej wartości aż po narzędzia rekrutacyjne stosowane w klubach. Często pozostaje jednak nierozwiązane i niejako porzucone na marginesie. Jakby z obawy przed brakiem merytorycznych podstaw do jego rozstrzygnięcia. Tymczasem w rzeczywistości nieustannej rywalizacji, która opisuje sport jako jego immanentna zasada, ocenie podlegają nie tylko nasi zawodnicy, ale również my sami. A w samym centrum tej ewaluacji jest niemal zawsze właśnie wynik, który ze względu na swą dostępność i pozorną uniwersalność wydaje się rozstrzygać wszelkie wątpliwości. Wygrałeś, więc jesteś dobry. Przegrałeś, więc do niczego się nie nadajesz. Zremisowałeś – uratowałeś się, ale mamy na ciebie oko. W utrwaleniu tego stereotypu najbardziej winni jesteśmy my sami. To nikt inny jak trenerzy rozpropagowali przekonanie, że zwycięzcy mają zawsze rację, a nad przegranymi nie warto ronić łez. „Drugi jest pierwszym przegranym” to naprawdę ładne motto, o ile jest się pierwszym. Jednak szatkuje ono rzeczywistość na modłę ­zero-jedynkową, gdzie poza zwycięstwem jest tylko czarna otchłań porażki. Z kolei legendarnemu menedżerowi Liverpool FC, Billowi Shankly’emu, przypisuje się aforystyczne podsumowanie, według którego mylą się oceniający piłkę nożną jako sprawę życia i śmierci, ponieważ futbol ma być w rzeczywistości o wiele ważniejszy. Bardzo dobrze sprzedaje się takie hasła, ale równocześnie sieje się zniszczenie, bo skoro nie jest się po stronie wygranych, czyli życia, pozostaje nam raczej mało zachęcająca opcja. To wszystko powtarzają chętnie sobie i swoim zawodnikom sami szkoleniowcy, ustawiając tym samym narrację według linii podziału, którą stanowi wynik. A czym on w gruncie rzeczy jest?

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM.

PRZEJDŹ DO PEŁNEJ WERSJI ARTYKUŁU

 Strona 54  Strona 55  Strona 56  Strona 57  Strona 58

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE

Kiedy w 2014 r. zostałem poproszony o stworzenie programu nauczania przedmiotu pt. „psychologia sportu” dla XI Liceum Sportowego w Gliwicach, bardzo się ucieszyłem. Od razu byłem przekonany co do trafności tego projektu i dostrzegałem w nim spory potencjał dla rozwoju mojej lokalnej, sportowej społeczności. Po 2 latach realizacji autorskiego programu mogę stwierdzić, że było warto! W tym artykule opowiem o założeniach przedmiotu, mojej filozofii pracy oraz jej efektach.

Aktywność fizyczna nierozerwalnie łączy się z radzeniem sobie z przeciwnościami. To właśnie sport wpisuje się w definicję gry o sumie zerowej, gdzie zysk jednego gracza jest równy przegranej drugiego. Wygrana oraz porażka są nieodłącznym elementem rywalizacji. To jedna z nielicznych dziedzin życia, która jest tak jednoznaczna i sprowadza się do systemu zerojedynkowego. Zaakceptowanie tego faktu oraz umiejętna analiza wyniku rywalizacji staje się w tym aspekcie kluczowym elementem. W jaki sposób wykorzystać przegraną do tego,...